Bydgoszcz Tolkienowska

Spotkania, zjazdy, konwenty...

Relacja z szóstego Spotkania

Spotkanie formalnie rozpoczęło się na Starym rynku o godzinie 9:40 - jako pierwszy pojawił się Danren, po nim kolejno: Aragorn, Halcatra, Aga, Heos oraz Sauron. Już na samym początku dwójka ostatnich osobników - najwyraźniej z braku innego zajęcia podczas oczekiwania na Tajemniczego Ktosia (który nie pojawił się) - postanowiła umilić życie miejscowemu ptactwu. Choć w zasadzie umilał jedynie Heos; Sauron zaś był zajęty powstrzymywaniem tego pierwszego.

O 10:10 w rekordowo dużym (jak na realia Spotkań - 6 osób!) gronie wyruszyliśmy do kwatery głównej, czyli herbaciarni U Asi. Na miejscu okazało się, iż nasze stałe miejsce zostało w perfidny sposób zbezczeszczone przez inne istnienia ludzkie - przez co musieliśmy usadowić się w najdalszym zakątku lokalu. Z pobliskiego okna roztaczał się swojski widok na Wyspę Młyńską, której kształt co jakiś czas zaburzały przechadzające się młode pary. Zidentyfikowaliśmy także hobbiciątko, sztuk raz, które - z uwagi na wykonywaną czynność, to jest mącenie tafli wody - zostało przyrównane do Pippina. Ku rozczarowaniu zebranych nie pojawił się żaden Kraken, który mógłby pożreć malca...

Właściwą cześć spotkania rozpoczęła dyskusja połączona z oglądaniem pierwszego numeru Ancalimy - w tym miejscu należy wspomnieć o inicjatywie Saurona, który zobowiązał się napisać co nieco o gołębiach w Legendarium (trzymamy za słowo! ;-) - oraz przeglądanie dwunastego numeru Aiglosa. Dużą uwagą zebranych cieszyła się krzyżówka aiglosowa oraz jedyny dostępny ołówek używany do jej rozwiązania - alternatywa Pierścienia Władzy według (o, ironio!) Saurona. Ów zgodził się podzielić swym ssskarbem jedynie po przedstawieniu przez Halcatrę ostatecznego argumentu w postaci... Cyrkla.

Po perypetiach związanych z krzyżówką nadszedł czas na odczytywanie fragmentów traktujących o przebudzeniu się pierwszych elfów nad jeziorem Kuivienen. W międzyczasie - poprzez Palantir Halcatry, zwany powszechnie telefonem komórkowym - otrzymaliśmy pozdrowienia od Edhilgoth, która dodatkowo obiecała pojawić się na kolejnym spotkaniu i uraczyć nas gotowymi, m(h)rocznymi wspomnieniami z Angbandu. Potem tematyka spotkania zeszła na inną drogę i ani się spostrzegliśmy, a musieliśmy już zbierać się do domów. Po drobnych problemach z rachunkiem (wbrew pozorom nie ma tu żadnego podtekstu ;-) ewakuowaliśmy się z herbaciarni i każdy udał się w swoją stronę.

Relację (prze)pisał Tavaro na podstawie materiałów dostarczonych przez Adama "Danren" Szeszko.


Spotkanie numer cztery

17 stycznia 2009 odbyło się IV Spotkanie Tolkienowskie w Bydgoszczy. Obecnych było pięć osób - Edhilogth, Aga, Aragorn, Adam i wiadoma Wiedźma. Wszystkie punkty założone przed Spotkaniem zostały zrealizowane. Miała miejsce trzecia lekcja Czarnej Mowy, na której zajęliśmy się odmianą czasowników w czasie przeszłym, omówiliśmy rok 2008 w polskiej tolkienistyce, zaprezentowany został dziewiąty numer Gwaihira, zapoznaliśmy się z fragmentami tekstu "Prawa i obyczaje pośród Eldarów", a także wspominaliśmy dzieje naszej maskotki, czyli Alika.

Zdjęcie z czwartego spotkania

Relacja z trzeciego Spotkania

III Spotkanie Tolkienowskie w Bydgoszczy odbyło się 20 grudnia 2008. Obecny był "rdzeń spotkań", czyli Edhilgoth, Sauron W. i ja. Głównym przedmiotem naszego zainteresowania był... sprzęt nagrywający. Galadhorn zaproponował nam nagranie jakiegoś małego materiału, który mógłby zostać zaprezentowany w trakcie audycji, pomysł ten spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem z naszej strony. Z nagrywaniem była bardzo fajna zabawa, choć nie do końca udało nam się uchwycić najlepsze momenty, a prób powtórzenia co większych smaczków nawet nie podjęliśmy, bo cały ich urok tkwił w spontaniczności. Nie mniej jednak co nieco udało nam się nagrać, Edhilgoth pięknie to potem skleiła i wyszło całkiem miło. Na naszej drugiej lekcji Czarnej Mowy zajęliśmy się odmianą czasowników w czasie teraźniejszym. Zarówno Sauron, jak i ja okazaliśmy się wspaniałymi lingwistami i w mig opanowaliśmy wszystko. Odczytaliśmy tekst Opowieści Adanel w tłumaczeniu Galadhorna i stoczyliśmy potem zażartą dyskusję dotyczącą wyglądu Morgotha i odniesień między OA a Genesis.

Potem krótko zapoznaliśmy się z postacią Ancalagona Czarnego. I doszliśmy do wniosku, że już mu więcej Freyr w swoim tekście dla Aiglosa, niż Tolkien w Silmarillionie. Następnie Goth opowiedziała nam o swoich wrażeniach z Toruńskich Dni Fantastyki i co tu wiele mówić - żałuję, że mnie tam nie było.

Wspominki Forumciowe zajęły nam chyba najwięcej czasu, bo ostatecznie wiele do wspominania było. I od razu zaznaczam, że były to miłe wspomnienia. Potem (czego w programie nie uwzględniłam przez zwykłe gapiostwo) zaprezentowaliśmy Pana Błyska, rozpływaliśmy się nad inwencją twórczą Profesora (niech żyje mieszanka żyrafy i królika!) i ponarzekałam na format.

Podpisano: Bydhgoska Wiedźma Halcatra.

Zdjęcie z trzeciego spotkania

Spotkanie drugie - relacja

II Spotkanie Tolkienowskie w Bydgoszczy już za nami.

Odbyło się, tak jak i poprzednie, w herbaciarni "Asia". Cóż można by o nim jeszcze powiedzieć? Frekwencja zbyt powalająca nie była, ale to w żadnym wypadku nie zniechęciło uczestników do szaleńczych rozmów, wzniosłych inicjatyw i temu podobnych rzeczy. Zgodnie z planem odbyła się pierwsza lekcja Czarnej Mowy. Edhilgoth przybliżyła uczestnikom podział dialektów, orkowe pozdrowienia oraz omówiła konstrukcje słowotwórcze znanych z kart "Władcy Pierścieni" słów. Przedstawiona została najnowsza tolkienowska pozycja wydawnicza - "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa". W grudniu jej miejsce zajmie najprawdopodobniej "Pan Błysk", którego premiera czeka nas w najbliższej przyszłości. Zaznajomiliśmy się bliżej z postacią Cirdana, z pomocą fragmentów "Władcy Pierścieni", "Slimarillionu" i "Historii Śródziemia". W przyszłym miesiącu skupimy się na dziejach Ancalagona Czarnego, poznamy też tekst "Opowieści Adanel".

Nieoficjalna część spotkania dotyczyła kłębkowych rozterek Saurona, rodzinnych problemów Thingola, zależności między dobrem i złem, a także wielu innych dość luźno związanych ze Śródziemiem zagadnień.

Zapraszamy na grudniowe spotkanie! Jego termin podany zostanie najprawdopodobniej pod koniec listopada.


O maskotce Spotkań - autorstwa Edhilgoth.

Pamiętam dzień jego wyklucia. Morgoth, gdy tylko go ujrzał, postanowił uczynić z niego swojego pupila. Od razu też nadał mu imię Ancalagon. Ja tylko postukałam się w czoło – imię absolutnie nie pasowało do tej rozkosznej, maleńkiej jaszczureczki.

Jaszczureczka jednak temperamentna była, biegała za wszystkim, co się rusza i Morgotha po łydkach gryzła. Rosła też bardzo szybko i za nic sobie miała rozkazy Czarnego Władcy. Czarę goryczy przepełnił incydent, po którym Morgoth nie mógł przez tydzień usiąść na tyłku. Wziął on wtedy Ancalagona na łańcuch, jakimś cudem zawiązał mu na szyi czerwoną kokardę i w te słowa do mnie przemówił: "Baw się nim wedle własnego upodobania, a do władzy nad Ardą się nie wtrącaj." "Niedoczekanie twoje" - pomyślałam. Ale że smoczuś patrzył na mnie tymi swoimi wielkimi czarnymi oczami i popiskiwał cicho, od razu zgodziłam się nim zajmować, planując wszakże, by wykorzystać go do swoich niecnych celów.

Nie było to wbrew pozorom takie trudne, bo Alik był bestią nader pojętną, wymagającą tylko odpowiedniego podejścia. Szybko nauczyłam go, że orków się nie je i że elfie mięso jest dużo bardziej delikatne. Żarłoczny był strasznie i niemal codziennie rano kładł mi na kolanach „podarunek” w postaci czyjejś głowy. Kiedy podrósł, zostawiał ciała przed drzwiami. Nie pozwalał ich uprzątnąć sługom, dopóki nie wyszłam i nie wyraziłam swojej aprobaty.

Chociaż Alik należał do gatunku smoków latających, początkowo tylko niezdarnie machał skrzydłami, ganiając orków po korytarzach. Z czasem dało się jednak zauważyć, jak bardzo ciągnie go do latania. Całymi dniami potrafił siedzieć w oknie i patrzeć w dół. Zastanawiałam się, jak mu pomóc i nieopatrznie podzieliłam się swoimi wątpliwościami z Morgothem. Wtedy on wpadł na genialny pomysł, żeby Alika zepchnąć z parapetu, a wtedy smoczy instynkt na pewno go ocali. Protestowałam stanowczo, należy jednak wiedzieć, że kiedy Morgoth coś sobie ubzdura, bardzo trudno go od tego odwieść. Pewnego dnia zakradł się do Alika siedzącego na oknie i wrzasnął. Smok drgnął, stracił równowagę i wypadł na zewnątrz. Przez chwilę wisiał zaczepiony pazurami o parapet. Serce mi zamarło... Jednak Alik zamachał skrzydłami, odepchnął się od ściany i poleciał. To było niesamowite, zupełnie jak pierwsze kroki małego dziecka... Smok wykonał rundkę dookoła Angbandu, po czym podleciał do okna i zawisł w powietrzu. Przezornie wycofałam się w głąb pomieszczenia, a wtedy on spalił Morgothowi brwi.

Po tym zdarzeniu jego relacje z Melkorem stały się jeszcze bardziej skomplikowane i trudne do opisania. Czasem chodził za nim krok w krok przez cały dzień. Innym razem siadał gdzieś w pobliżu i nie spuszczał z niego oka. Najczęściej jednak zachodził od tyłu i złośliwie podszczypywał zębami. Kiedyś schował mu też żelazną koronę. Cały Angband wtedy przetrząśnięto od najwyższych wież po najgłębsze lochy, a Morgoth był bliski obłędu, bo Alik także gdzieś zniknął. Próbowałam tłumaczyć, że nie jest możliwe, by smok zaniósł koronę z Silmarilami elfom, ale Czarnemu Władcy rozpacz odebrała rozum i wysłał swoje sługi w pościg za rzekomym zdrajcą. Kiedy wieczorem kładłam się spać, znalazłam koronę na poduszce, a na moje wezwanie spod łóżka wyczołgał się Alik z podkulonym ogonem. Może odczuwał skruchę, może nawet bał się kary, ale w jego oczach lśniły iskierki dumy i zadowolenia. Oj, przewrotna bestyjka była...

Jak już wspomniałam wcześniej, Alik rósł... Najpierw przestał się mieścić pod łóżkiem, potem również w podwójnych drzwiach. Frustrowało go to na początku. Przez jakiś czas sypiał na dachu, potem znalazł sobie skalny występ na najwyższej iglicy Thangorodrimu i tam zamieszkał. Stare nawyki jednak pozostały – smok codziennie siadał przed bramami Angbandu (uniemożliwiając tym samym wejście lub opuszczenie twierdzy przez kogokolwiek) i rzucał mi do stóp jakieś żałosne resztki swojego posiłku, które trudno było nawet zidentyfikować.

Wtedy to Morgoth wymyślił, że taki potężny, a na dodatek oswojony smok może mu się do czegoś przydać. Kłóciłam się z nim o to, mówiłam, że Alik formalnie należy do mnie, wreszcie ostrzegałam, że istota tak dumna nie pozwoli sobie rozkazywać... No, ale Morgoth się uparł. Postanowił uczynić ze smoka wierzchowca dla wodza swojej armii – innymi słowy przeznaczyć go pod siodło. Do ujeżdżania wyznaczony został niejaki Maukurz - skądinąd bardzo zdolny jak na orka jeździec. Jak łatwo było przewidzieć – Maukurz szybko stał się jeźdźcem bez głowy, podobnie jak 10 jego towarzyszy, których Morgoth zmusił do pracy z narowistą bestią. Wreszcie za ujeżdżanie zabrał się sam Sauron. Głowy co prawda nie stracił, ale otrzymał cios ogonem tak celny, że o wsiadaniu na cokolwiek mógł na jakiś czas zapomnieć. W końcu złośliwie zasugerowałam Morgothowi, żeby sam spróbował ujarzmić smoka. O dziwo, Alik pozwolił się dosiąść, w jego oczach widziałam jednak ów dobrze mi znany przekorny błysk, który nie wróżył niczego dobrego. Zachęcony sukcesem Morgoth rozkazał smokowi polecieć. Alik machnął skrzydłami i wzniósł się w przestworza. I właśnie wtedy, w najmniej odpowiednim momencie, Melkor przypomniał sobie, że ma lęk wysokości. Kazał smokowi wracać na ziemię, Alik jednak już zdążył wyczuć jego strach. Śmigał jak strzała, a ja tylko oczyma duszy mojej mogłam sobie wyobrażać Morgotha kurczowo uczepionego smoczej szyi i z zaciśniętymi powiekami. W końcu Alik gwałtownie wylądował, Melkor przlecial efektownym łukiem nad jego głową i zarył w ziemię, trzeba przyznać – dość miękką, co by nie powiedzieć – grząską. Czarny Władca od stóp do głów uwalany błotem nie jest w Angbandzie widokiem zbyt częstym, radości więc nie było końca...

A potem przyszła wojna z siłami Zachodu, Wojna Gniewu. Pamiętam Alika wyruszającego o świcie do bitwy... Wyglądał pięknie – potężny, doskonale czarny... Byłam z niego dumna. Kiedy zginął z ręki Earendila, nie mogłam uwierzyć... Myślałam, że wróci wieczorem, jak zawsze. No, ale nie wrócił już nigdy...A jednak przed oczami wciąż widzę tego wspaniałego, dumnego, niezwyciężonego smoka i takim właśnie chcę go pamiętać.


Pierwsze ze Spotkań

11 października odbyło się pierwsze Spotkanie Tolkienowskie w Bydgoszczy. Na początek może warto kilka słów napisać o idei regularnych comiesięcznych spotkań. Ich pomysłodawczyniami były Kinga "Edhilgoth" Kitowska oraz Paulina "Halcatra" Stefańska. Uznały one, iż o Tolkienie warto rozmawiać nie tylko przy okazji konwentów, festiwali fantasy czy też innych imprez, a na spotkaniach warto spotykać się w jak największej liczbie, a nie tylko w stałym, zamkniętym gronie. Stąd też pomysł na spotkania, które mają na celu rozwijanie naszych pasji tolkienowskich na różne sposoby i poznanie innych fanów twórczości Profesora Tolkiena.

Pierwsze spotkanie odbyło się w herbaciarni "Asia" na ul. Długiej w Bydgoszczy. Miało charakter raczej luźny i poruszono na nim głównie kwestie organizacyjne. Wiele miejsca poświęcono także prezentacji wydanej ostatnio przez MumakiL Fandom PreSsss... antologii fanfików "Inne umysły serca i dłonie". Wspomniano również konwent fantasy Zahcon, który odbył się we wrześniu w Toruniu.

Na kolejnych spotkaniach uczestnicy mają zamiar przybliżyć sobie z pomocą Edhilgoth tajniki jednego z wymyślonych przez Tolkiena języków - czarnej mowy, a także zapoznać się z fragmentami niewydanej w Polsce "Historii Śródziemia". W listopadzie będą to fragmenty poświęcone Cirdanowi, który będzie przedmiotem dyskusji. Na każdym spotkaniu będzie też miała miejsce prezentacja wybranej książki Tolkiena, bądź też jemu poświęcona. W listopadzie będą to najprawdopodobniej "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa".

Nie ustalono jeszcze, w którą listopadową sobotę odbędzie się kolejne spotkanie.


lotr.com.pl - Władca Pierścieni Elendili - Przyjaciele Elfów Elendilion - Tolkienowski Serwis Informacyjny Bydgoszcz Tolkienowska | bezkr.es/bt/ | Poprawny HTML5 oraz CSS3