Bydgoszcz Tolkienowska

Spotkania, zjazdy, konwenty...

Relacja z Konwentu!

Udział w konwencie był dla mnie niezłym wyzwaniem, bo oto stanęłam przed koniecznością przebycia całej drogi środkiem lokomocji, który nadal wydaje mi się straszny we wszystkich możliwych aspektach. Od skomplikowania rozkładów jazdy i absurdalności połączeń, poprzez niemożność otwarcia sobie drzwi bez wcześniejszego wyrobienia odpowiedniej ilości godzin na siłowni, po dziwnie i nieprzewidywalnie zachowujących się ludzi (zarówno na peronach jak i w samych pociągach). Ale, że miał kto pomóc i doradzić tak udało mi się dojechać, a potem nawet pomimo spóźnienia na powrotny kurs dotrzeć do domu ledwie godzinę po wcześniej zaplanowanym terminie lądowania w okolicach Kielc.

Po dotarciu do Bydgoszczy pierwszym spostrzeżeniem, którym chciałabym się teraz podzielić, było: rozpoznawanie na dworcach odbierających nas osób jest ułatwione, jeśli mają na piersi identyfikator z karteczką w stosownym kolorze, określającym funkcję. Do szkoły zostałam poprowadzona Czarnym Traktem. Orków nie zaobserwowałam. Najwyraźniej gdzieś się pochowali. Miałam bardzo dobrą obstawę w postaci całej Mafii.

Po dotarciu na miejsce pierwszą osobą, którą rozpoznałam, była oczywiście Halcatra. Już nie pamiętam kiedy dostałam swoją plakietkę z nazwiskiem i przeznaczeniem. Pamiętam tylko, że po złożeniu wielkiego plecaka i wielkiej siaty z różnościami w sali numer siedem, zostałam poinstruowana, żebym kurteczkę zaniosła do szatni. Gdy grzecznie chciałam to uczynić dowiedziałam się, że szatnia zamknięta, a klucz gdzieś sobie poszedł. I tak oto moje okrycie wierzchnie przez cały konwent nie wisiało za kratkami, tylko brało w nim niezbyt czynny udział. Wspominam o tym, bo nie pamiętam, żebym wszędzie ten element mojego wyposażenia ze sobą nosiła, a który jednak zawsze znajdował się w logicznym pobliżu reszty moich rzeczy. Wielkie podziękowania dla tej tajemniczej niewidzialnej ręki.

Do dyspozycji odwiedzających szkołę oraz czasowo w szkole osiadłych znajdował się elektryczny czajniczek integrujący. Integrujący dlatego, że go sobie wieczorem, pomiędzy salami pożyczano. A to było dość dobrym pretekstem, żeby się do siebie uśmiechnąć, zamienić parę słów itd. itd. Okazuje się, że konwent został potraktowany przez siły szkołą zarządzające jako impreza równorzędna z odwiedzinami oficjeli wysokiej rangi państwowej, albowiem... Była ciepła woda! Z różnych źródeł dowiedziałam się, że takie luksusy miewały miejsce, ale rzadko i zawsze musiały mieć uroczyste uzasadnienie.

Tak w ogóle, to cała obecna szkoła Halcatry bardzo mi się spodobała. Wielkie okna (praktycznie wszędzie - czyli żadnych, udających piwniczne, korytarzy), dzięki którym nie czuło się zamknięcia w dowolnej liczbie ścian i stropów, piękny ogród (lub coś w ten deseń). W nocy, dwa drzewo-krzewy, widziane przez okno z półpiętra wyglądały niczym gigantyczne dorodne brokuły. Na parterze zaś stały automaty do napojów i przekąsek. Każdy z nich miał indywidualny charakterek i własną niepowtarzalną historię. Zapamiętałam trzy z nich. Pierwszy, serwujący napoje gorące, jest zgrywusem. Posiada jeden guziczek, o którym trzeba wiedzieć, żeby go nie naciskać. Coś jak znikający schodek w Hogwarcie. Nieświadomy użytkownik, jeżeli wybierze feralny napój dostanie jedyną w swoim rodzaju mieszankę barszczu czerwonego i czekolady. Drugi automat, z którego wyskakują puszki z napojami orzeźwiającymi, najwyraźniej uważa, że wszystkie - lub prawie wszystkie - dziewczyny mają dyskalkulię, bo nie wydaje im reszty. Elkowi na ten przykład wydał. Trzeci, w teorii zawierający zestaw wód mineralnych, to kryzysowo-deficytowy miłośnik epoki PRL. Słynie z tego, że zazwyczaj wszystkiego w nim brakuje.

Gdy już ochłonęłam po wrażeniach podróży, zamajaczyły mi na korytarzu znajome sylwetki załogi DTH. I tak na dobrą sprawę, to chyba ktoś podkręcił czas, bo nie wiadomo kiedy zrobił się wieczór. Pamiętam tylko, że zdołałam pozachwycać się pracami tolkienistów wywieszonymi na korytarzu (wykonanymi przez Trinity i Marigold), poznać Alter Ego Mafii, wziąć udział w warsztatach tanecznych prowadzonych przez Falmariel, a tam poznać Wojcieszonka (nie wiem czy zdołam zapomnieć melodię, przy której tańczyliśmy w kółeczku) i nagle zrobił się wieczór.

A wieczorem był oczywiście koncert DTH. Na koncert przybyła Edhilgoth, której ma się rozumieć nie rozpoznałam. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że zespół poderwał do tańca wszystkich bez wyjątku. Coś mam problemy z wydolnością krążeniowo-oddechową, bo po pół minuty zawrotnego biegania nie mogłam bezboleśnie nabrać powietrza, ale było warto. I teraz z przekorą, przymrużeniem oka i przewrotną przykrością muszę stwierdzić, że niestety, niestety... Do Edhilgoth naprawdę bardziej pasuje mocny, dźwięczny, jednosylabowy skrót nicka czyli Goth. Z Edhil bardziej byłoby do twarzy efemerycznej niewieście z włosami po tyłek, w powłóczystej szacie, ze wzrokiem obróconym ku "echom" świateł Dwóch Drzew, a nie takiej konkretnej, energicznej babce, o. I na pewno jestem bardziej prohobbicka niż proelfia, bo pieśni o kuflu piwa i jedzonku najbardziej mi przypadły do gustu z repertuaru Drużyny. Choć i wśród pieśni księgi pierwszej (opieram się na tym, co Elek mówił) są takie perełki, że można by ich całymi dniami słuchać.

Po koncercie było podpisywanie płytek. Ja zostałam zatrudniona w roli naczelnego zdzieracza folii z opakowań. Ktoś na ostatnim TolkFolku żartem krzyknął na Elka (który wjechał na dość strome i dołkowate pole samochodem, by dowieźć drewno na ognisko) "Popatrzcie jaki leniwy ent!". Na konwencie bydgoskim Elkowi się nie chciało (zapewne) płytek podpisywać, więc się wymawiał, że on nie jest żadna gwiazda, żeby autografy rozdawać. Oczywiście został profesjonalnie ofuknięty i zaprzęgnięty do pracy. Na sam koniec działań na sali gimnastycznej została uczyniona seria zdjęć zespołu i publiczności. Zdjęcie już jest dostępne tu i ówdzie, a to czarno-biało-czerwone (czerwone na twarzy) po prawej to ja.

Zdjęcie z Konwentu

Autorką zdjęcia jest mONA - więcej tutaj.

Późniejszym wieczorkiem najpierw nakarmiłam swoją komórkę, żeby na bieżąco posłać w świat informację, że na konwencie jest wdechowo, a potem sama zostałam nakarmiona popularnym daniem włoskim o zapachu nieziemskim. Ucztowaliśmy gromadą przy "profesorskim" biurku w "siódemce". Elek coś zakrzyknął o tradycyjnym wymienianiu się trójkątem pizzy, co też uczyniliśmy. W "wiwisekcji" przysmaku brały udział: kozik w czerwonej oprawie i ogromne nożysko Falmariel, którego widok podobno przepłoszyłby z Czarnego Traktu nawet najbardziej krwiożerczych orków. Jedzonko było pyszne, sycące i gdyby jakiś hobbit mógł się wybrać z wycieczką krajoznawczą do Włoch, to na pewno przywiózłby do Śródziemia przepis na to cudo, ku uciesze swoich ziomków.

W sali numer siedem miała być sypialnia i... sala kinowo-biwakowa. Kto chciał ten mógł całą noc oglądać reżyserską wersję Drużyny i Dwóch Wież na całkiem sporym ekranie. Na szczęście nagłośnienie było na tyle dyskretne, że spać się przy tym dało jak przy przedniej kołysance. W pewnym momencie wybrałam się z Falmariel na wycieczkę szkołoznawczą po ciemnych korytarzach, gdzie mrok rozpraszała tylko miodowa odlatarniana poświata, wpływająca przez okna z zewnątrz. Na drugim drugim (sic!) piętrze (bo podobno jest jeszcze pierwsze drugie piętro...) znalazłyśmy ciekawy obiekt. Były to drzwi, z klimatycznym numerem i napisem "pokój krzyków". Znajdowały się na końcu krótkiego korytarzyka zagrodzonego kratą. Gdyby ktoś chciał napisać thriller o tematyce okołoszkolnej, to baza do okładki znajduje się w Bydgoszczy przy ulicy Nowogrodzkiej.

Zmianę czasu konwentowicze przeżyli właściwie gładko. Wiadome jest nie od dziś, że w nowym miejscu człowieka stawia na nogi seria nieznanych dźwięków, choćby były najcichsze. Wojowników z sali siedem obudziła korytarzowa krzątanina Drużyny Trzeźwych Hobbitów. Po wprowadzeniu małego zamieszania z zegarem ściennym, rozpoczęło się dość sprawne zwijanie obozu. Myślę, że Halcatra naprawdę w czasie konwentu wyrobiła w kilometrach cały maraton.

Przez cały sobotni wieczór wypatrywałam Sirielle, która mailowo coś tam przebąkiwała o noclegu w szkole, jednak doczekałam się jej przybycia dopiero dnia następnego. I oto znów zostałam zaskoczona - bo wyobrażałam ją sobie jako wysoką szatynkę z przenikliwym spojrzeniem i włosami kręconymi w sprężyny, a ujrzałam prawdziwą elfkę o delikatnej urodzie, łagodnym spojrzeniu i iście Galadrielskich włosach. Szkoda, że nie znalazło się trochę więcej czasu do porozmawiania.

Kto z konwentowiczów miał na sobie lub przy sobie coś nietaśmowo produkowanego, mógł liczyć na to, że go obmacam i tak: dowiedziałam się w końcu skąd Elek ma tę swoją charakterystyczną encią koszulkę i co z nią robi aby się nie zdefasonowała, wejrzałam w zielony wisior Nifrodel, dzwoneczki Falmariel chyba zostawiłam w spokoju, ale oczywiście o nie zapytałam.

Udało mi się wziąć udział w prelekcji, potem w zajęciach, do których prowadzenia zostałam zwerbowana. W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy musieli mnie słuchać - za wspaniałomyślność, życzliwość i cierpliwość. No i w ogóle szkoda, że się nie odważyłam poprosić o zrobienie mi prezentu, bo Silvana taki mi portret machnęła, że ja jak żywa. Trochę to dołujące, bo najwyraźniej jak kapitan Jack Sparrow składa się z kostiumu i wygibasów, a kogo się tam do środka wsadzi to już obojętne (patrz: Gothic Movie), tak ja składam się (z profilu) z wielkiego nosa i charakterystycznego podbródka... W każdym razie portret świetny!

Pomiędzy wielką improwizacją moją a prelekcją Melinir, zostałam obdarowana egzemplarzem Simbelmyne, o godzinie pierwszej zaczęłam znosić w jedno miejsce wszystkie swoje rzeczy, a piętnaście minut później (choć mnie się wydawało, że jest dopiero dziesięć po) wystrzeliłam ze szkoły jak rakieta, ciągnąc za sobą Edhilgoth, która miała mnie pilotować na dworzec. Przez to nie udało mi się pożegnać jak trzeba ze wszystkimi, ale co poradzić, pociągi zazwyczaj odlatują w idiotycznych godzinach.

Było po prostu cudownie! I mówię to ja, która nie chciałam jechać, bo było dla mnie morgocko daleko. Po konwencie tak się nakręciłam, że jeszcze przez jakiś miesiąc będę żyła w przekonaniu, że chcę tam na 100% jechać jeszcze raz, kiedyś w przyszłości - chciałoby się powiedzieć: za okrągły rok. Dziękuję wszystkim, którzy pozwolili się poznać (i ograbić ;), wszystkim którzy mi pomogli się zdecydować i dojechać. Oby Halcatrze szybko (tak jak przewidywałyśmy z Falmariel) przeszedł zespół dnia pokonwentowego.

Podczas tego konwentu nauczyłam się, że (części tych "impresji" nie zrozumie ten, kto nie był przy konkretnej rozmowie lub wydarzeniu): mydło też da się ochrzcić; szerokość beli materiału tyczy się bardziej rozpiętości ramion (jeśli chcemy szyć z jednego kawałka) a nie wysokości osobnika; kamyk, który mnie tak kręci, to prawdopodobnie pewien rodzaj opalu; rzadkie opale bywają bardzo, bardzo, bardzo drogie; norwegi i ich krzyżówki mają po sześć palców, przy czym krzyżówki mogą mieć kciuki; pociągi czasem przyjeżdżają przed czasem; "ean" to właściwie moje pełnoreagowalne, drugie imię; droga skrótem najczęściej bywa krótsza niż droga oficjalna i tak na dobrą sprawę, jeśli chce się pojechać pociągiem o określonej godzinie, to trzeba ufać tylko zegarowi na hali dwocowej; tańczyć każdy może (z wyjątkiem Krzysztofa Ibisza), żeby mieć pewność, która ręka jest prawa można na niej nosić zieloną bransoletkę; na prelekcjach można rzeźbić, haftować, szyć i robić wiele innych niehałasujących czynności; materace używane do łagodzenia upadków na WF-ie są bardzo wygodne i można na nich spać i spać; Murzazichle to nie jest nic Mordorskiego; można się orczyć, zorczyć albo mordorzyć; ludzie mnie jeszcze nieraz zaskoczą dobrocią...

Autorką relacji jest Monika "Eaneli" Pałys.


Drugi Konwent Tolkienowski w Bydgoszczy

II Konwent Tolkienowski odbędzie się w dniach 28 - 29 marca w murach Zesołu Szkół Ogólnokształcących im. Adama Mickiewicza w Bydgoszczy przy ulicy Nowogrodzkiej 3.

Program konwentu prezentuje się następująco - 28 marca, sobota:

29 marca, niedziela

Mapa dojazdu


Kilka słów o przyborach, jakie warto ze sobą zabrać:

Pomocą finansową wsparli nas:

Patronat medialny nad imprezą objęli:


lotr.com.pl - Władca Pierścieni Elendili - Przyjaciele Elfów Elendilion - Tolkienowski Serwis Informacyjny Bydgoszcz Tolkienowska | bezkr.es/bt/ | Poprawny HTML5 oraz CSS3